Nie masz pomysłu na prezent ? Kup imienny voucher na bungee a nasz grafik wkomponuje życzenia, dedykacje, tekst jaki do nas przyślesz. Zrób zaSKAKUJĄCY jedyny taki prezent który pamięta się do końca życia

WIOSENNA PROMOCJA ! Kupujesz voucher na bungee - dostajesz drugi skok na "wahadło" za pół ceny  sczędzasz - 80.- zł ! Oferta ważna do 10.IV.2019 godz. 24:00

  NAPISALI W PRASIE

  Boją się wszyscy, nawet jeśli o tym nie mówią.
Im ktoś jest większym bohaterem na dole,
tym bardziej się boi na górze.
Ci najwięksi bohaterowie zwykle  rezygnują ze skoku.

Gumowa lina lepsza niż  seks

Kazimierz Groblewski, Paweł Reszka

"Odrywam ręce od barierek i przechylam się do przodu. Cicho krzyczę. Już wychylony mam szybką myśl: co ja robię? Teraz chcę wrócić. Stopami jeszcze dotykam podestu, uginam nogi, ale jest za późno. Ciało już leci".

Na gumowej linie skakało już na świecie tysiące osób. Z mostów, kolejek linowych, dźwigów, helikopterów i wszystkiego innego, co znajduje się wysoko nad ziemią.

"Bungee" w Niemczech, "benji" we Francji, "bungy" w Ameryce. Nazwy są fonetycznym zapisem okrzyku, jaki wznosili tubylcy na wyspach Nowe Hebrydy (na wschód od Australii) , gdzie to wszystko się zaczęło.

Gdy chłopiec wchodził w wiek męski, plótł linę z lian, przywiązywał sobie z jednej strony do nóg, z drugiej strony do wierzchołka bambusowego drzewa i skakał. Skakał z wysokości około 30 metrów. Lina była mało elastyczna, więc chłopiec czuł silne szarpnięcie. Ale od tego czasu uważany był już za mężczyznę.

W 1986 roku na wyspę zawędrowali studenci "Klubu Niebezpiecznych Sportów" z Uniwersytetu w San Francisco. Pozazdrościli tubylcom. Jeszcze tego samego roku skoczyli na linie z Golden Gate Bridge w San Francisco.

Znaną postacią w świecie bungy jest Nowozelandczyk A. J. Hacket. On opracował sposób dopasowywania długości liny do wagi skaczącego. Eksperymentował z linami z różnych materiałów, testował wytrzymałość liny. Skakał z mostów nad kanionami, zimą z kolejek linowych, z wieży Eiffla, wspólnie z przyjacielem ze 180-metrowego kanionu we Francji. On ostatecznie obmyślił sposób plecenia lin z tysięcy wulkanizowanych cieniutkich nitek gumowych.

Zapłacić i skoczyć

Wpadł na pomysł wykorzystania skoków do celów komercyjnych. W 1988 roku otworzył pierwsze komercyjne bungy. Każdy mógł zapłacić i skoczyć.

W Nowej Zelandii ustanowiono standardy dla jump masterów, czyli osób obsługujących chętnych do skakania: z jakiej wysokości można skakać, jeśli skacze się z dźwigów, w jakiej minimalnej odległości od ziemi lub wody skaczący musi się zatrzymać, ile godzin treningu trzeba odbyć i ile oddać skoków, aby zostać jump masterem.

Od tego czasu tysiące ludzi na całym świecie skoczyło na gumowej linie. Najwięksi zapaleńcy rywalizują ze sobą, biją kolejne rekordy, wymyślają ciągle nowe, coraz bardziej ryzykowne sposoby skakania. Były już skoki z helikoptera z 2 tys. metrów, kiedy po "wybujaniu" się na linie dalszą część drogi skaczący odbywał na spadochronie. Były skoki, w których chodziło o to, by dotknąć dłońmi ziemi i zabrać pudełko zapałek. Skakało naraz 40 osób, po dwie na jednej linie, skakały cztery osoby z wysokości 1000 metrów, z czego 200 metrów przebywały na linie. Podczas tych wyczynów dochodziło do tragicznych wypadków. Natomiast w zwykłym, tradycyjnym bungy do tej pory wypadki się nie zdarzyły.

Bungy pojawiło się w Polsce pierwszy raz w zeszłym roku w Gdańsku. Nie było wtedy jeszcze polskich jump masterów. Na przełomie roku, od grudnia do lutego, Rafał z bratem Piotrem przeszkolili się w Tajlandii. Od początku maja otworzyli własne bungy nad Wisłą w Warszawie. Skacze się z wynajętego od Budimeksu dźwigu, z wysokości 50 metrów. Rafał oddał do tej pory 159 skoków, jego brat Piotr 171. Jeden z ich pracowników jest pielęgniarzem.

Zobaczyłem Matkę Boską

Boją się wszyscy, nawet jeśli o tym nie mówią. Im ktoś jest większym bohaterem na dole, tym bardziej się boi na górze. Ci najwięksi bohaterowie zwykle rezygnują ze skoku.

Pewien człowiek, który prowadzi program muzyczny w telewizji, przyjechał "na linę" wraz z kolegami. Wszyscy bardzo weseli.

"Gość pajacował, ja próbowałem go uspokajać. Mówiłem: stary, zaraz będziesz na górze, wtedy pokażesz, co potrafisz", mówił Rafał.

Nie pokazał. Kiedy był na górze, kurczowo złapał się barierki i powtarzał, że się boi.

"Matka Boska mi się ukazała i powiedziała, żebym tego nie robił. Potem przyleciało UFO i recytowało >>Pana Tadeusza<<"-- tłumaczył kolegom, którzy chcieli wiedzieć, dlaczego zrezygnował.

Dlaczego skaczą? Niektórzy zawsze o tym marzyli, od kiedy pierwszy raz zobaczyli bungy w telewizji. Są ludzie, którzy z założenia wszystkiego chcą w życiu spróbować. Większość skacze z ciekawości, aby zobaczyć, jak to jest. Przełamać się, sprawdzić, popisać przed dziewczyną, znajomymi. Przezwyciężyć lęk wysokości. W niektórych środowiskach bungy zrobiło się modne.

Na górze, gdy stoi się w klatce na wysokości 17. piętra (50 metrów) i trzeba się rzucić wdół prosto do Wisły, dzieją się z ludźmi różne rzeczy. Był przypadek, kiedy mężczyzna wychylił się z klatki, ale nie puścił barierek. Wisiał tak 40 minut. Bał się skoczyć, ale nie chciał też wracać. Jump master wciągał go do środka, ale chłopak nie chciał. Wkońcu skoczył. Okazało się, że miał zakład ze znajomym.

Wiem, co czuje samobójca

Najstarszymi osobami, które skoczyły w Warszawie, była 46-letnia kobieta i 50-letni mężczyzna. Najmłodszy był 13-letni chłopiec. 3 -- 4 razy więcej mężczyzn niż kobiet decyduje się skoczyć.

Marian zrobił błąd, bo popatrzył przed skokiem w dół.

-- Nie skoczy -- myślimy. Skoczył, bez najmniejszego wahania.

Zaraz po skoku podbiegają do niego dwaj koledzy: "I jak było? "

-- Panowie! Co za przeżycie. .. Polecam, osobiście polecam.

-- No, Maniek, nasze uznanie, będziemy za ciebie od dzisiaj sprzątali.

-- A wy nie skaczecie?

-- Nie -- krzywią się koledzy. -- My jesteśmy za bardzo strachliwi.

Po co skakał? "Po to, żeby zobaczyć, jak to jest".

-- Wiem teraz, co czuje samobójca. .. Czuje pewnego rodzaju przyjemność, taki wolny, nieskrępowany lot.

Do skoku ostatecznie zmobilizowali go koledzy: "Na górze trzęsły mi się nogi, ale nie było odwrotu. Rozumiesz koledzy i w ogóle. .. ".

Marcin ma lęk wysokości. Skoczył, żeby zobaczyć, czy potrafi go przezwyciężyć. Udało się.

"Chciałem udowodnić sobie, że potrafię. Naprawdę zacząłem się bać, kiedy wjeżdżałem na górę. W miarę nabierania wysokości ogarniał mnie mały amok. Potem po prostu mechanicznie zareagowałem na dźwięk bungy, puściłem się i już. W sumie było fajnie, ale za bardzo się bałem, żeby odczuć. Nie wiem, czy skoczę drugi raz, milion złotych teraz, osiemset za drugi skok, to droga impreza", mówi Marcin.

"To lepsze niż seks. Jutro znowu skaczę", mówi Andrzej.

Odpuszczam sobie te skoki

Skręcają nad rzekę przejeżdżające Wisłostradą samochody. Patrzą na skaczących i komentują okoliczni wędkarze. W ładne dni wokół gromadzi się spory tłumek kibiców.

Największe uznanie obserwatorów zdobywają ci, którzy oddadzą skok "z zanurzeniem" w Wiśle.

Około 50-letni Jerzy: "Najważniejsze, żeby tam na górze przezwyciężyć barierę strachu. Podziwiam tych ludzi. Sam bym skoczył, ale mam słabe serce. Przypuszczam jednak, że gdybym znalazł się na górze, chyba bym zrezygnował".

Mieczysław, operator dźwigu: "Odważni. Szukają atrakcji. Na początku wydawało mi się, że nigdy bym nie skoczył. A teraz myślę, że mógłbym spróbować. Widzę, że jest zapewnione bezpieczeństwo. Wczoraj moja 13, 5-letnia wnuczka wjechała na górę. Jeśli będzie chciała skoczyć, jako opiekun nie będę protestował".

Andrzej, ochroniarz: "Odpuszczam sobie te skoki. Uważam, że stworzony jestem do czego innego. Ale to są ludzie bardzo odważni".

Zuza lat 3, 5: "Skakali? Ja bawiłam się w ogródek".


Jak skakała "Rzeczpospolita"

Skok I -- wspomina Kazimierz Groblewski.

"Nie patrz w dół. To jest ważne. Patrz przed siebie, na tamten most. Małymi kroczkami podejdziesz do tej barierki, złapiesz się. Wysuniesz stopy trochę na zewnątrz. Tak, żeby lina była pośrodku" -- instruuje Rafał.

"Podejdź. Podsuń jeszcze stopy. Lewą stopę trochę na zewnątrz. Rękoma złap się barierek. Gotowy jesteś? ".

Nie wiem, czy jestem gotowy. Pustka wgłowie. Niestety, spoglądam jednak w dół, szybko podnoszę wzrok. "Trzy", "dwa", "jeden", słyszę krzyk Rafała. "Bungy! ". Żadnej myśli. Tak jak mnie uczył, odrywam ręce od barierek i przechylam się do przodu. Cicho krzyczę. Już wychylony szybko myślę: co ja robię? Teraz chcę wrócić. Stopami jeszcze dotykam podestu, uginam nogi, ale jest za późno. Ciało już leci. Lecę. Jakby potężny prąd powietrza przechodził przeze mnie. Nieprawdopodobnie szybko zbliża się coś, co jest rzeką. Słyszę linę, jak się napręża. O niczym nie myślę. Całkowicie zdany na linę. Zamykam oczy, otwieram oczy. Lot trwa krótko. Rzeka jest prawie tak blisko, że mogę jej dotknąć. Teraz łagodne szarpnięcie i lecę z powrotem, do góry. Przecież wiedziałem, że polecę do góry, ale teraz jestem zaskoczony. Całkowite odprężenie. Żadnych myśli. Lina robi ze mną, co chce. Pozwalam jej na to. Czuję, że niemal staję pionowo, wiruję, lecę znowu na dół. Tam i z powrotem. Wydaje mi się, że ciągle jestem wysoko, gdy słyszę głos z dołu: "złap ten drąg! ". Łapię. "Podaj drugą rękę! . Głowa do klatki! ". Powoli kładą mnie na materacu. Materac jest miękki, przyjemny. Nie myślałem, że jest takie uczucie.

Skok II -- wspomina Paweł Reszka.

Rafał pyta o jakieś drobiazgi. Staram się odpowiadać pewnie, głośno. To dodaje mi odwagi. Nie myślę o tym, co mnie czeka. Wcześniej już opracowałem sobie, jak tego dokonać. Kiedy powie mi, że mam skakać, to zrobię trzy kroki do przodu i polecę w dół. Muszę i już. Wszyscy to robią i nikomu nic się nie stało. Spoko!

Klatka wznosi się powoli wyżej i wyżej, aż na 50 metrów nad poziom Wisły.

"Słuchaj, wrażeń będziesz miał i tak dość, więc nie patrz w dół. Jak ci powiem, podejdziesz do krawędzi, tak żebyś miał linę między nogami, a palce na samym brzegu klatki. Powiem: trzy -- dwa -- jeden bungy! , wtedy puścisz barierkę i przechylisz się do przodu" -- słucham uważnie i nagle uświadamiam sobie, że nic z mojego misternego planu. Nie zrobię trzech kroków do przodu, przecież mam związane nogi. Postanawiam słuchać Rafała we wszystkim i wyrzucam z głowy myśl, że zaraz mam robić coś niezwykłego. Ot, stoję sobię wygodnie oparty o barierkę i rozmawiam. Gdzie miały być te palce? Muszę go zapytać, to chyba ważne.

"Patrz na elektrownię Siekierki" -- mówi nagle Rafał.

"OK, tam będę patrzył", myślę sobie.

Każe mi podejść do krawędzi. Podchodzę. Nie, nie patrzę w dół. Stoję sobie i. ..

"Trzy, dwa, jeden, BUNGY! " Zgodnie z przykazaniem rozkładam ręce i pochylam się do przodu. Teraz dopiero przychodzi PRZERAŻENIE. Tak potwornie wysoko. Wrażenie jakiejś bezmiernej przestrzeni. Wokoło żadnego punktu zaczepienia. Lecę coraz szybciej, coś ściska w żołądku. Brudnozielona tafla Wisły przybliża się. Za chwilę się z nią zderzę. Wcale nie czuję, że lina napręża się i moje ciało powoli wytraca szybkość. Nagle lecę do góry. Do góry! Coś mnie przechyla na bok. Przez moment wiszę w powietrzu. Zaraz znowu zacznę spadać. .. O nie, nie chcę! Staram się mieć przez cały czas otwarte oczy.

Po kolejnym bujnięciu zaczynam coś improwizować rękami. Składam, rozkładam. Potem przychodzi myśl. Czy ta lina aby mocno trzyma mnie za nogi? Może się zaraz wysunę? O, już się chyba trochę wysunąłem. Ciekawe, jak głęboka jest w tym miejscu Wisła. Pewnie płytka i jak spadnę, to skręcę sobie kark. No, ale przecież wcale się nie wysuwam. Chyba nie. .. Bujam bardzo długo i wcale mnie nie ściągają. Wołają do mnie z dołu, żebym chwycił drąg, którym mają mnie sprowadzić na ziemię. W pierwszej chwili nie słyszę. To już jestem na dole?

Kładą mnie na dmuchanym materacu. Nie potrafię opowiedzieć, jak było, ale było świetnie. Tego jestem pewny.


Kazimierz Groblewski, Paweł Reszka "Reczpospolita"

Z liną na różne sposoby

 

Dla kogoś, kto skacze na linie pierwszy raz, obojętne jest, w jaki sposób to robi, byle by mieć to już za sobą

ANDRZEJ HREHOROWICZ - FORUM

Narastający strach, kiedy przygotowujemy się do skoku. Zwątpienie i ogromne nerwy, kiedy stoimy, patrząc kilkadziesiąt metrów w dół. A potem skok i rozluźnienie, radość, euforia - chyba w żadnym innym sporcie wrażenia nie zmieniają się w takim tempie. Są tacy, którzy nie mogą bez tego żyć. Oni skakali już kilkaset razy.

Bungee jumping pochodzi podobno z Nowej Gwinei. Młodzi chłopcy, żeby stać się mężczyznami, musieli skoczyć na lianie, by dać dowód odwagi. Ale za współczesnego pioniera i króla bungee uważa się Nowozelandczyka A. J. Hacketta. Hackett skakał już właściwie ze wszystkiego - z mostów, budynków, helikopterów. Kilkakrotnie bił rekordy długości skoków. W zeszłym roku skoczył ze szczytu liczącej 180 metrów Sky Tower w nowozelandzkim Auckland. Leciał w dół osiem sekund. Polacy nie chcą być gorsi. - Pobijemy ten rekord. W Warszawie właśnie kończy się budowa wieżowca Daewoo, który ma 200 metrów - zapowiada organizator skoków bungee, z międzynarodową licencją, Bogdan Kopka.

Najpierw formalności

Najczęściej jednak skacze się z dużo mniejszych, kilkudziesięciometrowych wysokości. Skok poprzedzony jest kilkoma formalnościami. Najpierw ważenie. Do wagi dobierana jest elastyczna lina. Im więcej ważysz, tym grubszą linę dostajesz.

Waga zapisywana jest flamastrem na dłoni. Teraz trzeba podpisać dokument stwierdzający, że jesteśmy przy zdrowych zmysłach i na skok zdecydowaliśmy się dobrowolnie. To pierwszy moment, w którym zdajemy sobie sprawę z ryzyka.

Kiedy drżącą ręką podpiszemy dokument, musimy się wdrapać kilkadziesiąt metrów nad ziemię. Coraz bardziej dają znać o sobie nerwy. Są tacy, którzy rezygnują. Trudno im się dziwić - przed nagłym kontaktem z ziemią chroni tylko przymocowana do nóg lina. Dodatkowo łączy się ją także ze specjalnym pasem, który śmiałek zakłada na biodra.

- Stałam za barierką mostu piętnaście minut i nie mogłam się zdecydować - wspomina Paulina Latek, warszawianka, której pasją są sporty ekstremalne. - Im dłużej stoisz, tym bardziej się boisz. Tysiące myśli telepie się w głowie. Czy ja zwariowałam? Przecież nie muszę tego robić. To jest wbrew psychice ludzkiej. Nie jestem samobójcą, a to przecież jak skok z dziesiątego piętra. Z drugiej strony wiem, że jestem bezpieczna, przecież wszyscy skaczą, a liny mogą wytrzymać dużo większe obciążenia. Biorę kilka głębokich wdechów, staram się nie myśleć. Skaczę. Serce na chwilę zamiera, żołądek podchodzi do gardła. Po kilkunastu metrach wolnego lotu czuję lekkie szarpnięcie liny. Uff! Żyję!

Nogami w górę, nogami w dół

Paulina skakała w Stańczykach, maleńkiej miejscowości koło Gołdapi. Są tam dwa poniemieckie mosty wysokie na 30 metrów. Skoki z mostu na linie to nie to samo co bungee jumping. Używa się do nich lin alpinistycznych, które są dużo mniej elastyczne niż liny do bungee. Inna jest też technika skoku - nie skacze się pionowo w dół, lecz z ogromnym "wahadłem" - lina jest przywiązana do mostu nawet kilkanaście metrów od miejsca, z którego się skacze.

Samo bungee też daje możliwość skakania na wiele sposobów. Dla osoby, która robi to pierwszy raz, obojętne jest, w jaki sposób leci, byle mieć to już za sobą. Jednak nestorzy bungee wiedzą, że - w zależności od tego, jak skoczymy - za każdym razem możemy mieć inne wrażenia.

Jednym ze sposobów skakania jest tzw. winda - spadamy nogami w dół. Uczucie jest takie, jakbyśmy jechali w windzie, która porusza się z niesamowitą prędkością. Gdy lina rozciąga się do końca, czujemy lekkie szarpnięcie i obraca nas do góry nogami. Potem lina ciągnie nasze ciało do góry i spadamy jeszcze raz, tym razem nieco wolniej.

Bardziej wysportowani mogą stanąć na rękach i skoczyć głową w dół. Można też wybić się i zrobić parę salt w powietrzu. Dla mniej odważnych polecane są skoki grupowe. Gdy już komuś znudzą się tradycyjne sposoby, zawsze może skoczyć na rowerze, nartach czy w kajaku. Dla najodważniejszych jest coś specjalnego - skok z helikoptera lub balonu z wysokości kilkuset metrów. A dla wszystkich na pamiątkę certyfikat, jako dowód odwagi.

Andrzej Michalski Andrzej Stankiewicz

 


GDZIE SKAKAĆ

 Zanim skoczymy, sprawdźmy, czy organizator ma licencję instruktorską. Powinien też mieć wykupione ubezpieczenie OC i NW oraz zgodę właściciela obiektu na wykonywanie skoków. Jeżeli skacze się z mostu, zgodę wydaje Rejon Dróg Publicznych, jeśli z dźwigu - Urząd Dozoru Technicznego.

W Polsce jest niewielu organizatorów bungee, niewiele jest też stałych miejsc, gdzie można skakać. Dlatego - oprócz krajowych miejsc - podajemy też adresy za granicą, gdzie w te wakacje będzie bungee.

NIEMCY

Firma Sports Unlimited organizuje skoki w Niemczech i w innych krajach europejskich. Najlepiej zadzwonić i zapytać, gdzie jest najbliższa impreza.

Pierwszy skok z 50 m - 100 marek, 100 m - 180 marek, 130 m - 250 marek. Każdy następny - 20 proc. mniej. Od kwietnia do października skoki z helikoptera (400 m - 510 marek), tel. 0049 8456 1222, fax. 0049 8456 2340;

Oberschleissheim k. Monachium. Co niedzielę od maja do września, skok z 50 m - 150 marek, w tandemie - 100 marek, hot-rocket bungee (katapulta) - 150 marek. tel. 0049 89 6060 8923;

Hamburg - Skoki z Wieży Telewizyjnej w soboty od kwietnia do października i w niedziele od 14 sierpnia do 12 września, skok - 250 marek. 4 i 5 sierpnia skoki z helikoptera - 690 marek, tel. 0049 89 6060 8923 - Centrum bungee nad Elbą, piątki i soboty, pierwszy skok - 100 marek, drugi - 75 marek, trzeci - 50 marek, każdy następny - 25 marek, grupy pięcioosobowe - każdy po 75 marek, tel. 0049 40 4306066, fax: 0049 40 4306067.

CZECHY

Ostrawa, można skakać przez cały rok, ale trzeba zarezerwować termin, tel. 0420 603 507 795, tel. /fax: 0420 69 662 59 63, skok - 600 koron, 20 dolarów lub 40 marek, zniżka dla większych grup 10 - 20 proc.


 

Andrzej Michalski, Andrzej Stankiewicz "Rzeczpospolita"

Szaleństwo na linie

SETKI TYSIĘCY LUDZI ODDAJĄ SIĘ SZALEŃCZEJ ROZRYWCE POLEGAJĄCEJ NA SKAKANIU NA LINIE Z MOSTÓW, BALONÓW I WIEŻ. CO NA TO FIZYKA ?

Przed wielu laty, jak głosi legenda, młoda kobieta uciekająca przed zamierzającym ją srogo ukarać mężem przewiązała sobie nogę w kostce zwisającym obok pnączem i rzuciła się desperacko w przepaść.

Wkrótce skoki stały się aktem rytualnym, a także fragmentem miejscowego ceremoniału odprawianego co roku z okazji żniw. Odkrycie tego elementu folkloru wyspy i przybliżenie go światu zawdzięczamy dziennikarzom z "National Geographic", którzy opisali je w styczniowym numerze tego miesięcznika z 1955 roku. Jeden z członków ekipy podczas kolejnej wizyty na wyspie w 1970 roku zdecydował się poznać miejscowe obyczaje. Był to zapewne pierwszy skok wykonany przez śmiałka spoza lokalnej społeczności.

Dalej wszystko potoczyło się już szybko. Artykuł zmobilizował członków Uniwersyteckiego Klubu Niebezpiecznych Sportów w Oksfordzie do podjęcia podobnych prób na własnym terenie. W 1979 roku kilku członków tego właśnie klubu skoczyło na linie z 75-metrowej wysokości mostu Clifton w Bristolu. By było śmieszniej ­ bohaterowie wydarzenia ubrali się w smokingi i cylindry. Powtórka nastąpiła również w bardzo widowiskowej scenerii, a jej miejscem był słynny Golden Gate Bridge w San Francisco.

W latach osiemdziesiątych skoki na linie zyskały sobie szczególną popularność w Stanach Zjednoczonych, Nowej Zelandii i Francji. Zapewne przyczynił się do tego skok oddany w 1987 roku z wieży Eiffla, było też wiele innych podobnych wyczynów w efektownej krajobrazowo scenerii. W USA powstał prężnie rozwijający się biznes nazwany Bungee Adventure, który niebawem oferował skoki już nie tylko z mostów, ale i konstruowanych w tym celu wież, specjalnych platform, a nawet z balonów.

W połowie 1992 roku oceniono, że skoków na linie spróbowało już ponad milion Amerykanów, a obroty tego zwariowanego "przemysłu" szacowano na 40 mln dolarów rocznie. Przy takiej popularności nie mogło obyć się bez wypadków, w tym niestety również kilku śmiertelnych. Spowodowało to w wielu krajach wprowadzenie bardzo ostrych kryteriów, których spełnienia wymagano od organizatorów skoków, a w konsekwencji zahamowanie rozwoju nowej rozrywki, stworzonej dla śmiałych i odważnych. Nie oznacza to wcale, że globalne zainteresowanie nią zanikło, jako że w niektórych krajach (m.in. w Polsce) rozwinęło się później i dopiero od niedawna zabawa zaczęła zyskiwać zwolenników.

Sprawa bezpieczeństwa jest zapewne kluczowa dla skoków na linie i niewątpliwie dlatego zabawa wzbudza tyle emocji. Można więc spojrzeć na nią z punktu widzenia praw fizyki, którym z całą pewnością można zaufać (ramka: Fizyka bungee).

Jak widać, wszystko daje się precyzyjnie obliczyć. Jest to jeden z podstawowych argumentów przemawiających za bezpieczeństwem skoków na linie. Z tym oczywiście zastrzeżeniem, że nie wolno pomylić się w rachunkach i niczego zaniedbać. Szczegółowe badania, podejmowane zawsze po zaistniałych wypadkach, wskazywały na niewłaściwe zaczepienie, niedopasowanie liny do wysokości skoku lub też błędy wynikłe z ludzkiego niedopatrzenia. Nie zanotowano natomiast poważnych wypadków, których przyczyny można by upatrywać w usterkach sprzętu.

Oprócz możliwości dokładnego obliczenia wydłużenia liny, istnieją również inne czynniki sprawiające, że skoki na linie są w rzeczywistości rozrywką bezpieczną. Są nimi mianowicie bardzo mały współczynnik sprężystości torsyjnej (odkształcenia skręcającego linę wokół jej osi) oraz wahadłowy ruch zwisającej liny sprawiający, że skoczek jest w bezpośrednim kontakcie jedynie z jej końcem, do którego jest zaczepiony. Ten ostatni element, związany zresztą ze sposobem zawieszenia liny, nie pozwala skoczkowi zaplątać się w nią nawet podczas wykonywaniu salt i innych akrobacji powietrznych.

Skok na elastycznej linie to oczywiście nie tylko spadek do osiągnięcia najniższego punktu, ale także późniejsze wznoszenie się i oscylacje wokół końcowego położenia równowagi. W ostatnich fazach długotrwałego lotu skoczka asekuruje lina, w początkowych natomiast podlega spadkowi swobodnemu, poddany jedynie działaniu siły ciążenia. Przybliżony przebieg lotu w postaci zależności wysokości od czasu, z zaznaczeniem wspomnianych obszarów, przedstawia ryc. 4.

Skoki na linie są bardzo widowiskowe i gromadzą zwykle wielu widzów, szczególnie wtedy gdy podejmowane są próby bicia rekordów. Ta dyscyplina, podobnie jak inne, ma swoją księgę rekordów. Wymieńmy kilka z nich.

W lutym 1992 roku Gregory Riffi wykonał skok długości 249.9 m z helikoptera lecącego nad doliną Loary we Francji. Tego samego roku Chris Allum znalazł w zachodniej Wirginii most, z którego skoczył na głębokość 250.5 m. Rok później na czele 7-osobowego zespołu oddał w przełomie New River skok na 267 m. Dokonał tej sztuki w specjalnie skonstruowanym koszu. Ów imponujący wyczyn nie usatysfakcjonował lidera zespołu. Kiedy kosz osiągnął najniższe poOłożenie, Allen wyskoczył z niego na linie i dotarł aż do powierzchni wody.

Imponują rekordowe skoki z balonów. W 1990 roku John Kockelman skoczył 300 m z balonu zawieszonego na wysokości 1.5 km. Wyczyn zakończył odcięciem liny i wylądowaniem na spadochronie. Doug Hase, skacząc rok później z balonu nad Boulder (Kolorado), uzyskał odległość 730 m.

Skoki na linie weszły w 1995 roku do programu rozgrywanego corocznie konkursu sportów ekstremalnych. Wzięło w nim wtedy udział 30 skoczków, a pula nagród wynosiła 40 tys. dolarów. Z roku na rok obie liczby rosną, a dzięki rozwojowi technologii skoczkowie poprawiają wyniki.

Bohaterka pierwszego skoku nie przewidywała zapewne, że jej podyktowane desperacją szaleństwo stanie się
zabawą, i do tego tak dalece skomercjalizowaną.

KRZYSZTOF ERNST

Rysunki: Krzysztof Białkowski


FIZYKA BUNGEE

Ryc. 1. Trzy istotne fazy skoczka: w chwili przed oddaniem skoku (a), w takim jego położeniu, które odpowiada końcowi swobodnie (bez obciążenia) zwisającej liny (b) i w najniższym położeniu skoku (c)

Bungee, czyli skoki na linie, to znakomita i niezwykle przekonująca demonstracja zasady zachowania energii. Ujęcie jej wzorem jest bardzo proste. Wystarczy porównać potencjalną energię grawitacyjną skoczka przed skokiem z energią potencjalną sprężystego odkształcenia liny w najniższym jego położeniu. Aby to uczynić, wprowadźmy jeszcze odpowiednie oznaczenia (ryc. 1). Na rysunku zaznaczone zostały: długość swobodnie zwisającej liny L oraz długość liny maksymalnie rozciągniętej L 1 xm. Oznaczając jeszcze masę skoczka przez m, przyspieszenie ziemskie przez g oraz współczynnik sprężystości liny przez K, możemy zapisać:

mg(L 1 xm) = Kxm2/2.

W powyższym wzorze, wyrażającym zamianę potencjalnej energii grawitacyjnej na energię sprężystego odkształcenia liny, wprowadziliśmy pewne uproszczenie, a mianowicie założyliśmy, że siła (F), z jaką lina oddziałuje na skoczka, jest liniową funkcją jej wydłużenia (x). Taka przykładowa zależność przedstawiona jest na ryc. 2. Jak widać, oznacza to również, że współczynnik K, będący nachyleniem prostej F(x), jest wielkością stałą, a prawa strona w powyższym
wzorze, wyrażająca energię potencjalną sprężystości, jest liczbowo równa polu zakreślonej powierzchni ograniczonej tą właśnie prostą i wartością xm (ryc. 2).

Wzór ten zapisany w postaci:

xm2 2 (2mg/K)xm 2 2mg/L=0

jest kwadratowym równaniem ze względu na xm, a jego dodatnie, czyli mające sens fizyczny, rozwiązanie ma postać

xm = mg/K 1 (m2g2/K2 1 2mgL/K)1/2.

Ryc. 2. Zależność siły od wydłużenia liny

Pozwala ono określić wydłużenia liny o znanych nam parametrach (L i K) przy obciążeniu jej przez skoczka o masie m. Taka informacja jest niezbędna do zaprogramowania każdego skoku. Nietrudno się domyślić, że wartość L + xm nie może być większa od odległości (H) skoczka do powierzchni ziemi lub wody, w wybranym do skoku miejscu. Wielkość H 2 (L 1 xm), wyrażająca odległość od ziemi (wody) w chwili największego do niej zbliżenia, może stanowić miarę emocji przeżywanych przez skoczka, choć należy również wziąć pod uwagę subiektywną jego wrażliwość na nietypowy sposób weryfikowania odporności nerwowej.

Ze wzoru możemy również uzyskać informację o tym, jaki powinien być współczynnik sprężystości liny, aby dopasować ją do wysokości skoku i masy skoczka. Wystarczy w tym celu wyrazić go w postaci

K = 2mg(xm 1 L)/xm2.

Ryc. 3. Realne i wyidealizowane zależności siły od wydłużenia liny

Pozwala to dalej określić siłę, z jaką oddziałuje na skoczka rozciągnięta lina. Jest to bowiem wyrażone iloczynem współczynnika sprężystości przez jej wydłużenie.

F = Kx.

Z powyższych dwóch zależności możemy na przykład obliczyć, że lina o długości 10 m, rozciągająca się pod obciążeniem skoczka o masie 70 kg o dalsze 20 m, charakteryzuje się współczynnikiem sprężystości równym 130 N/m, a siła (Fmax), z jaką oddziałuje ona na skoczka w chwili maksymalnego wydłużenia, wynosi 2600 N. Stanowi to prawie trzykrotną wartość jego ciężaru.

 

Ryc. 4. Przebieg lotu skoczka

Dla liny o tej samej długości, ale wydłużającej się pod takim samym obciążeniem do czterokrotnej wartości swej długości pierwotnej, mamy K = 61 N/m oraz Fmax = 1830 N. Przy jej użyciu skok musi być wykonany z większej niż poprzednio wysokości, bo przekraczającej 40 m, ale za to wyhamowanie jest łagodniejsze, bo z siłą oddziaływania na skoczka równą około 2.7 jego ciężaru.

Powyższy opis ilościowy zjawiska zawierał pewne uproszczenia, chodziło nam bowiem przede wszystkim o wyeksponowanie istotnych elementów fizyki w skokach na linie, a w mniejszym stopniu o szczegóły rachunkowe. Jedno z przyjętych wcześniej uproszczeń, o liniowej zależno

ści siły F oddziaływania liny na skoczka od jej wydłużenia x, nie jest w praktyce ściśle realizowane. Przykładowe rzeczywiste zależności F(x) dla trzech lin o różnych twardościach przedstawia ryc. 3a. Charakter ich przebiegu sugeruje, że można go dokładniej przybliżyć zależnością przedstawioną na ryc. 3b, będącą złożeniem dwóch odcinków o nachyleniach K1 i K2. Postępowanie takie prowadzi do w pełni satysfakcjonujących wyników.

Nie będziemy dalej zajmować się obliczeniami uwzględniającymi konieczne poprawki, przy-
toczymy natomiast zestawienie przykładowych rezultatów dla trzech rodzajów liny będących wynikiem dokładnych obliczeń.

rodzaj liny K1(N/m) x1(m) K2(N/m) m(kg) xm(m) L(m) Fmax(N) Fmax/mg L 1 xm

twarda 255 4.9 149 113 17.9 10.8 3187 2.87 28.7

średnia 204 4.9 111 82 16.7 10.8 2311 2.99 27.5

miękka 162 4.9 77 50 13.8 10.8 1487 3.02 24.6

Występujące w tabeli wielkości K1, K2, x1 i xm zdefiniowane są na ryc. 3b. Znaczenie pozostałych wielkości wyjaśniono wcześniej w tekście.

Warto m.in. zwrócić uwagę na fakt, że im cięższy skoczek, tym twardsza powinna być użyta lina. Twardsza lina oznacza wprawdzie większą maksymalną siłę oddziaływania na skoczka, ale okazuje się, że jej stosunek do ciężaru skoczka jest większy dla skoczków lekkich. 


Piknik z adrenalina

Pokonać własny strach

Proszę rozłożyć ręce- powiedział instruktor. Runąłem w otchłań. Otuliła mnie ciemność. Dopiero gdy guma zaczęła ciągnąć mnie do góry zobaczyłem ludzi, budynki i trawę wirującą w szaleńczym tańcu. Poczułem wtedy, że jestem zjednoczony z powietrzem. Zrozumiałem, że ludzie na bungee krzyczą z powodu tej fizycznej radości, gdy nie czują swojego ciężaru. Bogdan Kopka "Gul" ma już za sobą 1499 skoków na bungee. - Odkąd pamiętam, zawsze pociągało mnie ryzyko - mówi. - Gdy byłem mały, skakałem z wysokiego mostu do płytkiej rzeki.

Skok na A-4

Bogdan zajął się wspinaczką, nurkowaniem, skokami ze spadochronem, latał samolotami i na paralotni. Aż w latach 80. skoczył na bungee. Po jakichś 700 skokach różnymi technikami: z bloków, z zapory wodnej w Solinie... Bogdan Kopka wymyślił nowy sposób.- Przy znajomości właściwości gumy i siły skoku można określić, na jaką długość guma się rozciągnie - mówi Bogdan. - Postanowiłem zrobić odcisk swoich ust w talku rozsypanym na kartce formatu A 4. Kartka leżąca na ziemi, z 50-metrowej wysokości wygląda jak łebek od szpilki. Można spudłować. Pod uwagę należy brać temperaturę powietrza, która ma wpływ na rozciągliwość gumy. Jeden z takich skoków Bogdana Kopki zobaczył dyrektor Parku Kultury i Wypoczynku w Chorzowie. - Gdy dotykałem twarzą talku, dyrektor osunął się na ławkę - opowiada skoczek.

Guma i gumki

- Pomyślałem, że "" będzie najlepszą formą rozpoczęcia naszej działalności - mówi Janusz Dmochowski, szef Parku Rozrywki w Olsztynie. Impreza odbywała się w ostatnią niedzielę. Dźwig o nośności 75 ton miał podwieszoną na haku platformę z barierkami. Amatorom skoków nakładano na nogi specjalne uchwyty, do których przyczepiano gumy. Ludziom ważącym mniej niż 80 kilogramów uplecione z 900 gumek; ludziom cięższym - uplecione z 1200. Platforma wiozła odważnych na wysokość 42 metrów czyli 18. piętra. Skoczek rozkładał ręce i bezwładnie spadał w dół. Potem guma rozprężała się i naprężała, a wiszący na niej szybko pokonywał 20 metrów w górę i w dół. Na ziemi ekipa łapała śmiałka. Bogdan Kopka sprawdzał komu najmocniej trzęsą się ręce.

Lot rudego warkocza

Pierwsza skoczyła Bożena Wrzeszcz, dyrektorka jednego z biur Urzędu Marszałkowskiego.- Gdy stałam nad przepaścią, okropnie się bałam - powiedziała nam. - Postanowiłam udowodnić, że kobiety też dużo potrafią. Teraz uważam, że jest to najprzyjemniejsza rzecz na świecie.Kolejna była 18-letnia Katarzyna Sawicka z Olsztyna. Dziewczyna z długim, rudym warkoczem.- Nie wiem, czy się zdecyduję - mówiła przed skokiem. Na górze powtarzała: - Ja nie skoczę, ja nie skoczę. W końcu instruktor ją namówił. Marzena Walukiewicz i Karina Siedlec skoczyły jednocześnie, przymocowane do jednej liny. Krzyczały na zmianę. - Z tej perspektywy panorama miasta jest bardzo piękna - mówiły.

Zjednoczony z powietrzem

Przyszła kolej na mnie. Jadąc w górę na platformie widziałem, jak szybko oddala się ziemia. Z 42-metrowej wysokości spojrzałem na Olsztyn. - Proszę rozłożyć ręce - powiedział instruktor. I runąłem w otchłań. Otuliła mnie ciemność. Dopiero gdy guma zaczęła ciągnąć mnie do góry zobaczyłem ludzi, budynki i trawę wirującą w szaleńczym tańcu. Poczułem wtedy, że jestem zjednoczony z powietrzem. Zrozumiałem, że ludzie na bungee wrzeszczą z powodu tej fizycznej radości, gdy nie czują swojego ciężaru. Potem pokaz robili fachowcy. Skakali w pontonie i na rowerze. Skoczek pedałował. - To jeden z bardziej niebezpiecznych skoków - mówi Bogdan Kopka, szef Centrum Sportów Ekstremalnych. - Rower ma ostre krawędzie i gdyby zaplątał się w gumę, mogłaby nie wytrzymać. - Kiedyś bałam się wyjść na balkon na III piętrze - mówi Anna Kurzeta "Ciotka", która skakała w pontonie. - Postanowiłam to zwalczyć. Skakałam już w Stańczykach z 50-metrowych mostów kolejowych nieopodal Olecka. - Teraz mogę biegać z kolegami po dachach wieżowców. Wszystkie osoby, które po raz pierwszy skoczyły na bungee, mówią, że wyczyn ten zmienił ich życie. - Nie wiem, czy teraz będę się bać czegokolwiek - mówiła 25-letnia Katarzyna Bogusławska. - Czuję, że mogę zrobić wszystko.

Zbigniew Gorący

Zdjęcia: Monika Kaczyńska i Zbigniew Woźniak
 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

HOME

CENNIK

KUP VOUCHER on-line

CENNIK

SKLEP Z PREZENTAMI

UBEZPIECZENIA on-line

TERMINY SKOKÓW
SEZON 2019/20

GDZIE SKACZEMY

DLA FIRM

RAFTING

HYDROSPEED

192 m SKOKI W AUSTRII


REGULAMIN
SKOKÓW

REGULAMIN SKLEPU

HISTORIA BUNGEE

WILCZY JAR - HISTORIA
TRAGICZNEGO WYPADKU

Video & FOTO

HISTORYCZNE VIDEO

 

NAJCZĘŚCIEJ
ZADAWANE
PYTANIA
FAQ

GWARANTUJEMY

PSYCHOLOGIA  RYZYKA
SPORTY  EXTREMALNE


WIECZÓR KAWALERSKI/
PANIEŃSKI


ZAKOŃCZENIE WAKACJI
+ KONCERT "MĘSKIE GRANIE"


GOKARTY

JASKINIA DEMIANOVSKA

ZIMOWE ATRAKCJE

KULIG Z OGNISKIEM

PAINTBALL

BIESIADY GÓRALSKIE

SKUTERY ŚNIEŻNE

KUP  VOUCHER na BUNGEE

REZERWACJA TERMINU SKOKU

REGULAMIN SKOKÓW

REGULAMIN ZAKUPÓW

 

 

 

 

PSYCHOLOGIA  RYZYKA
SPORTY  EXTREMALNE


NAJCZĘŚCIEJ
ZADAWANE
PYTANIA

BEZPIECZNIE
W GÓRACH

KONKURS NA
PROJEKT T-shirta

WYNAJEM BRAM
REKLAMOWYCH

ZOSTAŃ INWESTOREM
BUDOWA WIEŻY
DO BUNGEE

MEDIA O BUNGEE

RODO & COOKIES

JAK DOJECHAĆ

KONTAKT

 

 

Ta strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z polityką RODO. Możesz określić warunki przechowywania i dostępu
do cookies w Twojej przeglądarce. Szczegóły znajdziesz >> TUTAJ

 Copyright C 2018     Extreme Sport       e-mail: info@skokinabunge.pl      tel: +48 693-030-686